every teardrop is a waterfall

3D transforms are supported in newer browsers.

obleśna.

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=288301254582543&set=a.284051935007475.69132.137914496287887&type=1&theater

Za miesiąc będę srała przed maturą.

Na tą chwilę wiem, że nawet przyjaźni nie ma, albo to po prostu ja poświęciłam tak wiele dla miłości. Nie potrafię zrozumieć pewnych zachowań, ale nie będę się tym przejmować. To szkodzi. Boję się jutra, bo wysoce prawdopodobne jest to, że wyląduje w szpitalu. Nie chcę tego, ale jak będzie trzeba to nie będę miała możliwości się sprzeciwić. Okropne uczucie umierać. Dusić się własnym oddechem, łzami, zmęczeniem, wszystkim.

Miało być ambitnie. O bólu istnienia, maturze, blabla. Będzie jak zwykle o niczym.

Nie oczekuję już nic. Za miesiąc będę srała przed pierwszą maturą. Zarazem fajne i mniej-fajne uczucie. Brakuje mi wakacji, jednak cholernie boję się tego co może się stać. Bo co mnie czeka? Pięć miesięcy wakacji? Nic nie robienia. Możliwe, że dowiem się wtedy, że zawaliłam maturę, że Rzemek się dostał, a ja nie. Przesiedzę kolejny rok bezproduktywnie udając, że się uczę. Udając, że chcę poprawić zasraną maturę i udając, że to wszystko mnie obchodzi.

Dzisiaj chyba pierwszy raz przeżyłam prawdziwy koszmar. Umierać powoli, być jak ryba wyjęta z akwarium. Dusić się leżąc, siedząc, stojąc. Nie móc nabrać powietrza do płuc, chociaż nie powinno być z nimi tak źle. Może to był atak paniki? Samej sobie wmówiłam, że jest dobrze, ale może jednak nie jest…

Witamy. Bez przewodnika, jednak chyba jest on zbędny. Przecież się znamy. Całkiem dobrze w zasadzie. Przynajmniej tak mi się zawsze wydawało…

Witamy. Bez przewodnika, jednak chyba jest on zbędny. Przecież się znamy. Całkiem dobrze w zasadzie. Przynajmniej tak mi się zawsze wydawało…

Miło i przyjemnie.

Bibliografia maturalna napisana. Przyjaciółka stracona. Były chłopak jednak nie będzie przyjacielem. Nie jestem dopuszczona jeszcze do matury. Umieram na ból gardła. Za dużo seksu szkodzi. Nie mogę pograć w Simsy. Nie mam słodyczy. Tyję. 18 dni roboczych do wakacji. MEGA.

I wszystko wróciło do szarej rzeczywistości.Nie mam zamiaru dawać się oszukiwać. Możesz mnie zostawić w spokoju. Tak jak już to zrobiłeś dla niej. Jednej “niej” i drugiej. W sumie taka sytuacja miała miejsce dwa razy. Nie obchodzi mnie Twój milion wymówek. Mogę zadecydować. Decyduję.
Przez miesiąc było na prawdę dobrze. Teraz jem pizzę i chociaż powinnam zająć się czymś pożytecznym to przesiedzę cały dzień. Nic się przecież nie stanie. Prawie sama w domu mogę znowu upiec ciasto albo zmoczyć łzami poduszkę. Kogo to obchodzi? Teoretycznie wszystkich jednak jak zwykle nikogo.

I wszystko wróciło do szarej rzeczywistości.
Nie mam zamiaru dawać się oszukiwać. Możesz mnie zostawić w spokoju. Tak jak już to zrobiłeś dla niej. Jednej “niej” i drugiej. W sumie taka sytuacja miała miejsce dwa razy. Nie obchodzi mnie Twój milion wymówek. Mogę zadecydować. Decyduję.

Przez miesiąc było na prawdę dobrze. Teraz jem pizzę i chociaż powinnam zająć się czymś pożytecznym to przesiedzę cały dzień. Nic się przecież nie stanie. Prawie sama w domu mogę znowu upiec ciasto albo zmoczyć łzami poduszkę. Kogo to obchodzi? Teoretycznie wszystkich jednak jak zwykle nikogo.

Koniec z użalaniem się nad sobą. Koniec z ryczeniem wszędzie i ciągle. Koniec.

Chyba już wszyscy poznali mój ambitny plan. Wtedy już nie będzie odwrotu. Ale nikogo to nie obchodzi. Ja mówię do ściany.

Czułam się zajebiście, a potem życie ze mnie uleciało. Jeden wielki ryk przed długą przerwą i, w końcu, ogarnięta przez Awę i Rubego wyszłam na korytarz. Musiałam zapalić. Ruby wie, że nie mogę, ale mnie rozumie. Przynajmniej próbuje. Powiedział dzisiaj, że jeżeli w sobotę do czegoś dojdzie to będę zerem. Już się tak czuję. Jak zero. Jestem nikim.

Nie wiem co zrobić z dniem jutrzejszym. Pewnie, jak przez ostatnie dwa dni, będę ryczeć gdzie się da. Chyba, że nie pójdę do szkoły co jest mało prawdopodobne, bo nie mam z kim. Przeżyję.

Czas się kończy.

Okej, nie nalegam, nie narzucam się. Nie potrafię mieć wyjebane, ale szybko się uczę. Może faktycznie-poczekam, aż skończy mi się okres i pójdę po prostu ruchać, bo tak najłatwiej.

Utrzymuję się w przekonaniu, że ludzie się nie zmieniają. Palić będą, chociaż rzucą. Będę imprezować, chociaż “dorośli”. Będą chujami, chociaż kogoś to rani. 

Możesz mieć wyjebane, nie nalegam już na nic. Tylko nie podchodź do mnie, nie patrz, nie chwal się swoimi imprezami.

Umierać każdego dnia, żeby w nocy zobaczyć jedną twarz. Spędzać godziny w zimnej wodzie wylewając łzy. Wczoraj-najgorsze z najgorszych. Umieram po cichu. Nie oddycham, nie żyję. Trwam w bezruchu i czekam na falę bólu. Nadchodzi.

“Heathcliff przyklęknął, by ją objąć. Spróbował się podnieść, lecz chwyciła go za włosy.
-Chciałabym cię tak trzymać-ciągnęła dalej z goryczą-aż oboje umrzemy! Nie powinno mnie obchodzić, co wycierpiałeś. Nie dbam o twoje męki. Dlaczego nie miałbyś cierpieć? Ja cierpię! Czy o mnie zapomnisz? Czy będziesz szczęśliwy, kiedy spocznę w grobie? Czy za dwadzieścia lat powiesz: “To grób Catherine Earnshaw. Kochałem ją dawno temu i bolałem nad jej stratą, lecz to już przeszłość. Kochałem od tamtej pory wiele innych i moje dzieci są mi droższe niż ona; żal mi je będzie opuszczać!”. Czy powiesz tak, Heathcliffie?
-Nie dręcz mnie, bo oszaleję jak ty!-wykrzyknął, wyrywając się z jej uścisku i zgrzytając zębami.” 

Jak ktoś mi dzisiaj powiedział: “ciężko jest pokochać drugi raz, bardzo ciężko”. Zgadzam się. Dziwnie jest spotkać kogoś kogo się odepchnęło dla innych, a jak widać ten ktoś nie chował urazy. Pogodzona z Ankiem (czy jak kto woli Tartakiem) poczułam siłę. Rozmowa z nim nie uspokoiła. To miłe, że nie ma mi nic za złe, chociaż powinien. Lepiej.

Nienawidzę kłótni, chociaż sama do nich zazwyczaj doprowadzam. Jestem w trakcie robienia “waniliowych kuleczek”, które tak naprawdę są czekoladowe, a waniliowy mają jedynie zapach. Godzina gniecenia herbatników mnie wyzwoliła. Jeszcze bardziej dwie godziny gniecenia Ilipa i krzyczenie na niego. Nie wiem po co mu dzisiaj opowiadałam o pewnych rzeczach. Ciężko jest oddychać.

Nie wiem czemu się tak jaram. Zwykła bransoletka. Love me, Kiss me, Hug me.
Walentynki bez szału, ale przyjemnie. Fajnie tak posiedzieć, oglądać zdjęcia, spierać się o wszystko.
Postanowiłam jeść. Z resztą muszę. Jak zacznę przyjmować tabletki to będę musiała jeść regularnie, więc należy się przyzwyczaić. Palenie rzucę w pizdu. Zajmę się przygotowaniami do matury.
Nowe ulubione powiedzonko:“UCZĘ SIĘ! Zostało tylko 9 tygodni!”

Nie wiem czemu się tak jaram. Zwykła bransoletka. Love me, Kiss me, Hug me.

Walentynki bez szału, ale przyjemnie. Fajnie tak posiedzieć, oglądać zdjęcia, spierać się o wszystko.

Postanowiłam jeść. Z resztą muszę. Jak zacznę przyjmować tabletki to będę musiała jeść regularnie, więc należy się przyzwyczaić. Palenie rzucę w pizdu. Zajmę się przygotowaniami do matury.

Nowe ulubione powiedzonko:
“UCZĘ SIĘ! Zostało tylko 9 tygodni!”

Czuję się paskudnie. Zdecydowanie za wysoka waga, a ja nie robię nic innego tylko jem. Jednak jest już plan.

Cały dzień nie miałam kontaktu ze sobą a co dopiero z własnym chłopakiem, który jest załamany tym faktem, a raczej mega obrażony. I trudno. Jeżeli nie będziemy się widywać nie będzie widział, że chudnę i nie będzie odczuwał strachu. Jestem już dużą dziewczynką i to jak się odchudzam i po co jest moją sprawą. Szkoda tylko, że ostatnio mówiłam, że przytyję i zapuszczę włosy, ale nieważne.

Odpychając Ilipa będę miała więcej czasu na odchudzanie, a on się nie domyśli. On się nie dowie. Bo niby skąd? Wystarczy, że jest świadomy tego, że jego dziewczyna jest chora i już zawsze będzie i z tego powodu czuje się źle. Chyba nic nie jest w stanie mnie zmienić. Będę to robiła. Z przebłyskami świadomości, że to co robię jest złe, będę tyła i płakała gdy tylko stanę na wadze. Następnym razem jak to zrobię zadowoli mnie wynik poniżej 48.

Waga: 51,3kg.

Powinnam czuć się dobrze, ale tak nie jest.
Wytrzymam?

Theme by OKFocus